- Płytki łazienkowe
- Płytki drewnopodobne
- Płytki podłogowe
- Płytki kuchenne
- Płytki imitujące kamień
- Płytki na taras i balkon
- Płytki wielkoformatowe
- Płytki 20mm
- Stopnice schodowe
- Grzejniki łazienkowe
- Elektryczne systemy grzewcze
- Chemia budowlana
- Odpływy
- Ubikacje/Toalety
- Prysznice
- Wanny
- Baterie
- Meble łazienkowe
Płytki do kuchni na ścianę i podłogę: jak wybrać
W kuchni płytki mają najgorszą robotę w całym domu. Tłuszcz z patelni, wrzątek, plamy z sosu, buty przynoszące piach z ogrodu, garnek, który spadnie z blatu raz na kilka lat. Podłoga i ściana muszą to wszystko wytrzymać i dać się umyć bez awantury. Dlatego dobór płytek do kuchni to nie jest ten sam problem, co dobór do salonu. Tu wygrywa nie zdjęcie z katalogu, tylko parametr z karty technicznej.
Krótka odpowiedź brzmi tak: na podłogę do kuchni bierzesz gres, najlepiej klasy PEI IV i antypoślizgowość co najmniej R10. Na ścianę nad blat (czyli na fartuch) możesz iść w gładką, szkliwioną płytkę w połysku, bo tam nikt nie chodzi i liczy się głównie to, żeby dało się zetrzeć rozprysk z patelni. Poniżej rozkładam to na czynniki i pokazuję konkretne kolekcje, które mamy w salonie.
Podłoga i ściana w kuchni to dwa różne zadania
Zacznijmy od tego, że w naszym sklepie płytki kuchenne to osobna kategoria pomyślana głównie pod ścianę: fartuch nad blatem i strefę zlewozmywaka. Podłoga to zupełnie inna półka: płytki podłogowe, w praktyce niemal zawsze gres. I dobrze, że to rozdzielamy, bo te dwie powierzchnie żyją w innych warunkach.
Po podłodze chodzisz, przesuwasz krzesła, upuszczasz sztućce. Liczy się odporność na ścieranie i to, żeby mokra posadzka nie zamieniła się w lodowisko. Ściana wisi pionowo, nikt jej nie depcze, woda po niej spływa. Tam z kolei chodzi o łatwe czyszczenie i wygląd, bo fartuch to pas, na który patrzysz codziennie, gdy stoisz przy blacie. Kiedy ktoś przychodzi do nas z pytaniem „jakie płytki do kuchni”, pierwsze, co robimy, to rozdzielamy te dwie decyzje. Bez tego rozmowa się nie klei.
Płytki na podłogę do kuchni: jakie parametry naprawdę się liczą
Trzy liczby, na które warto patrzeć, zanim spojrzysz na kolor.
Klasa ścieralności PEI. Mówi, jak długo szkliwo wytrzyma chodzenie i ścieranie, zanim się wytrze. Skala idzie od I do V (norma PN-EN ISO 10545). Do kuchni bierz PEI IV. To pomieszczenie z dużym ruchem i piaskiem pod butami, więc PEI III bywa za mało, a PEI II nadaje się tylko na ścianę.
Antypoślizgowość R. Mierzy się ją w skali od R9 do R13 (norma DIN 51130), im wyższa liczba, tym większy kąt, przy którym stopa zaczyna się ślizgać na mokrej powierzchni. W kuchni woda ląduje na podłodze regularnie: przy zlewie, przy zmywarce, gdy coś się wyleje. Rozsądne minimum to R10. Gres polerowany na wysoki połysk, z klasą R9, na kuchennej podłodze potrafi być śliski jak tafla. Odradzamy go tam z tego samego powodu, co na podłodze w łazience.
Nasiąkliwość. To ile wody wchłania płytka. Gres porcelanowy ma nasiąkliwość poniżej 0,5% (grupa BIa według PN-EN 14411) i praktycznie nie wchłania niczego: ani wody, ani tłuszczu. Dlatego na kuchenną podłogę idzie gres, a nie terakota czy zwykła glazura o wyższej nasiąkliwości. Plama z oliwy zostaje na wierzchu, a nie w środku płytki.
Do tego dochodzi rzecz, której nie ma w karcie technicznej: kolor. Czarny wysoki połysk na podłodze w kuchni wygląda efektownie przez dwa dni, a potem widać na nim każdy okruch i każdy ślad stopy. Średnie beże, szarości i wzory drewnopodobne wybaczają codzienny bałagan znacznie bardziej.
Format i wzór podłogi: od drewnopodobnych po imitację kamienia
Tu zaczyna się przyjemniejsza część. Gres na podłogę do kuchni ma dziś tyle wariantów, że problemem jest raczej nadmiar niż brak.
Najpopularniejszy kierunek to gres drewnopodobny. Daje ciepło drewna, którego kuchnia często potrzebuje, ale bez wad prawdziwej deski: nie boi się wody, tłuszczu ani mycia. W płytkach drewnopodobnych mamy m.in. kolekcję Chester Oak w formacie 22×120, Nature 20×120 w odcieniach od jasnego arce po ciemniejszą mokkę i Tropic Nuez 20×120. Wąskie, długie klepki dobrze wyglądają w kuchni otwartej na salon, bo płynnie przechodzą z jednej strefy w drugą.
Drugi kierunek to imitacja kamienia i betonu. Chłodniejszy, bardziej surowy klimat, który pasuje do minimalistycznych, matowych frontów. W płytkach imitujących kamień klasyką są kolekcje w formacie 60×60 i 60×120: Denver w odcieniach beige i bone, Mustang w wersjach grey, sand i black, czy Light Stone w naturalnej bieli i szarości. Format 60×120 daje na podłodze mało fug i spokojną, jednolitą płaszczyznę. 60×60 jest łatwiejszy w cięciu i tańszy w montażu, więc do niewielkiej kuchni często ma więcej sensu.
Wersje rektyfikowane (oznaczenie „rect.”) mają docięte, precyzyjne krawędzie, dzięki czemu można je układać na wąską, 2-3-milimetrową fugę. Mniej fug to mniej miejsc, w których zbiera się kuchenny brud.
Płytki na fartuch kuchenny: co wybrać nad blat
Fartuch to pas ściany między blatem a szafkami górnymi, zwykle jakieś 50-60 cm wysokości. Dostaje najwięcej rozprysków w całej kuchni, więc tu naprawdę liczy się gładka, łatwa do wytarcia powierzchnia.
Najczęstszy wybór to szkliwiona płytka w połysku. Połysk na ścianie, w odróżnieniu od podłogi, jest zaletą: odbija światło, optycznie rozjaśnia blat i schodzi z niego wilgotną ściereczką w kilka sekund. Klasykiem są tu podłużne formaty. W salonie dużo schodzi kolekcji Kentucky w formacie 75×30 w wersji gloss: jest biała, greige, a także ciemniejsza „ocean” i czarna, więc łatwo dobrać ją i do jasnej, i do kontrastowej kuchni. Podobnie działa Bayona 30×60 w odcieniach ivory, moka i grey.
Kto chce mocniejszego charakteru, sięga po wielki format na fartuch: Boulevard albo Balmoral 40×120. Duża płyta nad blatem oznacza fartuch prawie bez fug, co wygląda nowocześnie i jeszcze łatwiej się myje. Można też pójść w stronę surowego betonu, na przykład kolekcją Kirkwall concrete 75×30, jeśli reszta kuchni jest utrzymana w loftowym klimacie.
Osobny wątek to mozaika. Nie na cały fartuch, tylko jako akcent: pas za płytą albo wnęka na przyprawy. Fajne w tym jest to, że u nas mozaiki często pochodzą z tej samej kolekcji co gres podłogowy: Denver, Mustang czy Cartago mają zarówno duże formaty na podłogę, jak i drobną mozaikę. Dzięki temu podłoga i akcent na ścianie grają jednym wzorem, a nie dwoma przypadkowymi.
Czy fartuch i podłoga muszą do siebie pasować?
To pytanie pada w salonie prawie za każdym razem. Nie muszą być identyczne. Wręcz nie powinny. Kuchnia, w której podłoga i ściana to ta sama płytka, wygląda jak korytarz w urzędzie.
Chodzi o to, żeby się nie kłóciły. Sprawdzają się dwa podejścia. Pierwsze: podłoga gra pierwsze skrzypce (na przykład wyrazisty gres drewnopodobny), a fartuch schodzi w tło, gładka biel albo delikatna greige, która nie walczy o uwagę. Drugie: podłoga jest spokojna i jednolita (beżowy albo szary kamień), a fartuch dostaje charakter: kolor, mozaikę, wyraźniejszy wzór.
Najprostszy sposób, żeby to spiąć, to trzymać się jednej rodziny odcieni. Jeśli podłoga jest ciepła (dąb, beż), ciągnij ciepłe fartuchy: kremy, piaski, moka. Jeśli podłoga jest chłodna (szary beton), fartuch też niech będzie chłodny: biel, szarość, grafit. U nas w salonie w Stanowicach ustawiamy próbki podłogi i fartucha obok siebie pod jedną lampą, bo dopiero wtedy widać, czy dwa „beże” to naprawdę ten sam beż. Bardzo często nie są.
Fuga, rektyfikacja i czyszczenie: czego nie doceniasz przed zakupem
Kolor fugi potrafi zmienić kuchnię bardziej niż sama płytka. Biała fuga na podłodze w kuchni to proszenie się o kłopoty. W pół roku zszarzeje przy zlewie i pod stołem. Bierz fugę w odcieniu płytki albo o ton ciemniejszą. Na fartuchu biała fuga trzyma się lepiej, bo nie chodzą po niej buty, ale i tak nad płytą warto rozważyć ciemniejszą spoinę.
Do fugi w strefie kuchennej dobrze sprawdza się fuga epoksydowa albo cementowa z domieszkami, która nie wchłania tłuszczu i wody. Zwykła fuga cementowa też da radę, ale wymaga impregnacji i szybciej się brudzi w newralgicznych miejscach.
Rektyfikacja (wspominałem o niej przy podłodze) na fartuchu daje ten sam bonus: wąska fuga, mniej brudu, czystsza linia. Jeśli wybierasz duży format na ścianę, praktycznie zawsze będzie rektyfikowany.
A samo czyszczenie? Gres szkliwiony i szkliwiona glazura myje się neutralnym detergentem i ściereczką z mikrofibry. Odpuść sobie środki z chlorem i silnie zasadowe na co dzień. Z czasem matowią połysk na fartuchu. Tłustych rozprysków nie zostawiaj na kilka dni; świeże schodzą od ręki, zaschnięte trzeba już szorować.
Najczęstsze błędy przy doborze płytek do kuchni
Kilka rzeczy, które widzimy w salonie, gdy klient przychodzi „poprawić” kuchnię po nietrafionym zakupie w markecie:
- Polerowany gres na podłogę. Ładny w sklepie, śliski i pełen smug w kuchni. Trzymaj się matu lub lapatto z klasą R10.
- Za niska klasa PEI. Płytka z PEI II na podłodze w kuchni wytrze się w ścieżkach, po których chodzisz najczęściej: przy blacie i lodówce.
- Biała fuga na posadzce. Estetyczna na renderze, szara po jednym sezonie gotowania.
- Fartuch dobrany „na oko” ze zdjęcia. Ekran monitora kłamie w kolorach. Beż z telefonu potrafi być w rzeczywistości różowy albo zielonkawy.
- Za drobna mozaika na całym fartuchu. Dużo fug tuż nad płytą i zlewem to dużo miejsc na tłuszcz. Mozaika lepiej działa jako akcent niż jako cała ściana.